"Bracia mniejsi" - tak św. Franciszek nazywał zwierzęta. Ja odwiedziłem
z aparatem rejony najmniejszych z tych braci, dostrzegalnych gołym okiem.
Tak Piotr Bieniek zaczyna swą opowieść o powstaniu fotografii przyrodniczych, składajacych się na wystawę "Bracia najmniejsi". Oto jak dalej wspomina fotograficzne spotkania z najmniejszymi braćmi.
Nie musiałem swych odwiedzin planować - wszystkie zdjęcia prezentowane na tej
wystawie zostały wykonane najwyżej 50 m od domu w Iwanowicach, gdzie mieszkam
oraz w Orawce i Aleksandrowicach, gdzie spędzałem wakacje. Fotografie nie były
w żaden sposób aranżowane; zwykle osoby żyjące z tego typu zdjęć przygotowują
odpowiednie tło (często jest ono sztuczne; bywa, że jest to wykonana wcześniej
fotografia), oświetlenie, a także w pewien sposób reżyserują sytuacje. Mnie zaś,
wolnemu od presji konieczności wykonania pracy, zależało na naturalności - stąd
niemodyfikowane otoczenie oraz zastane oświetlenie, niekiedy wspomagane lampą
błyskową. Moja obecność wpłynęła chyba jedynie na konika polnego, który był mną
ewidentnie zainteresowany. Wiele osób przypuszcza, że dostrzeżenie takich obrazków
wymaga wędrówki w mniej dostępne tereny i długiego, niepewnego czatowania
- zapewniam jednak, że akurat takie widoki są poza miastem lub w większych parkach
codzienne i aby je dostrzec, wystarczy zwolnić nieco i popatrzeć uważniej niż zwykle.
Gorąco do tego zachęcam!